Dołącz do czytelników
Brak wyników

Jesteś szefem? Zadbaj!

Baza wiedzy | 9 czerwca 2021 | NR 2
0 91

Pamiętam, jak będąc chłopcem, z radością witałem wiosnę. Jaką frajdę miałem z wyjścia na dwór (lub na pole, jak to się mówi w Małopolsce) bez kurtki, czapki czy szalika. Jakie to było wspaniałe uczucie, że można zrzucić to jarzmo, że rodzice nie będą już powtarzać: załóż czapkę, zapnij się, pamiętaj o rękawiczkach i szaliku... Zaskakujące, jak wiele wspólnego ma ta sytuacja z przestrzeganiem zasad i przepisów oraz wykonywaniem poleceń wydawanych przez szefów pracownikom w magazynach czy na produkcji.

Skąd ta radość z pierwszych oznak wiosny? Na pierwszym miejscu stawiam poczucie wolności i tęsknotę za nią. Dalej: niekrępowanie ruchów, a co za tym idzie – większe możliwości do uprawiania aktywności fizycznej. Nie bez znaczenia jest tu także „równanie do innych”. Zawsze był w klasie ten, który wyszedł na dwór bez czapki czy kurtki jako pierwszy i był dla reszty ferajny bohaterem. Ci, którzy najdłużej trwali w swoich strojach ochronnych, byli nazywani maminsynkami. Ciepłe dni oznaczały też koniec z wewnętrznymi rozterkami pomiędzy posłuchem u rodziców i ich poleceń w sprawie ubioru a chęcią odgrywania roli twardziela wśród kolegów. I na koniec – różnica priorytetów. Dla mnie najważniejszym było jak najszybsze wyjście z domu na podwórko – czas przeznaczony na ubieranie się uważałem za stracony. Dla rodziców liczyło się z kolei, czy mój strój będzie kompletny, bo przecież jest chłodno i wietrznie. Bogatsi o doświadczenia i wiedzę rodzice nakazywali więc i wyznaczali: co, kiedy i dlaczego. Dzieci za to, pełne rozterek, robiły swoje... 


Nie inaczej jest z poleceniami szefa w magazynie i na produkcji. Dlaczego jednak pracownicy lekceważą, bagatelizują, czy łamią zasady? Wśród różnych powodów takiego zachowania są z pewnością takie, odwiecznie przylegające do ludzkiej natury: chęć wyróżnienia się, sprzeciwianie się nakazom i poleceniom jako czemuś ograniczającemu naszą swobodę, chęć pokazania swojej odwagi, ale też próby manipulowania innymi. Dobrze przygotowany do swojej roli szef powinien być tego świadomy. Musimy też pamiętać, że na jednym biegunie znajdą się pracownicy, którzy nie potrafią wyjaśnić powodów swojego postępowania i których sklasyfikujemy jako tych, którzy mają nastawienie „nie, bo nie”, a na drugim ci, którzy zawsze byli wzorcami zachowań i na moment się pogubili. 
Zdarzają się jednak sytuacje trudniejsze. Przytoczę przykład zachowania magazynierów, jakie miałem okazję zaobserwować. Pomiędzy regałami wysokiego składowania stał wózek. Jego widły podniesione były ponad drugą belkę regału, na nich stał pracownik i wyciągał kartony z palety. Zachowanie ze wszech miar niebezpieczne i naganne, ale jak się później dowiedziałem, w tym magazynie dość nagminne i za cichym przyzwoleniem nadzoru. Zapytani o powody takiego postępowania wózkowy i magazynier odpowiedzieli zgodnie, że mają taki nawał pracy, że zdjęcie z regału i postawienie palety na podłodze to strata czasu, a balkon, który jest w magazynie, nie pasuje rozstawem mocowania do rozstawu wideł wózka – „taki nam kupili”. Horror. W tym wypadku, w mojej ocenie, głównym powodem takiego zachowania była niska kultura organizacyjna w firmie, a co za tym idzie – brak sprzężenia pomiędzy wyznaczaniem i przestrzeganiem zasad. Pikanterii dodaje fakt, że działo się to w firmie ubiegającej się o prym na rynku w swojej branży. Ten bardzo jaskrawy przykład łamania podstawowych zasad bezpiecznej pracy posłuży jeszcze przez moment do próby znalezienia odpowiedzi na pytanie: czego zabrakło, by powstrzymać pracowników przed tak niebezpiecznym zachowaniem?  Po pierwsze: wyobraźni. Sądzę, że uczestnicy tego zdarzenia mieli niepełne wyobrażenie o tym, co się może wydarzyć, jeśli jeden z nich spadnie, albo komuś na głowę spadnie karton. Zabrakło też poczucia lojalności wobec pracodawcy. Nawet jeśli sytuacja ma miejsce za cichym przyzwoleniem nadzoru, to pracownicy byli lojalni jedynie wobec siebie samych, w obrębie jednego zespołu czy duetu. Na koniec kwestia odpowiedzialności szefów. I to zarówno za los swoich podwładnych, ich rodzin, jak i za los całej firmy. Nietrudno przecież wyobrazić sobie wypadek, którego skutkiem może być tragedia i wizyta prokuratora w magazynie. 

Jak to się dzieje?


Mechanizm nagminnego łamania przepisów i przekraczania granic zdrowego rozsądku jest najczęściej taki sam – ktoś zrobił to pierwszy raz, nie poniósł konsekwencji i otworzył drzwi naśladowcom. Czy na dnie takiej puszki Pandory pozostała nadzieja? Z której strony, gdzie wypatrywać ratunku? Moją odpowiedzią jest stwierdzenie, że każdy z szefów musi w pierwszym rzędzie zacząć od siebie i od swojego warsztatu pracy. Pierwszym tego sprawdzianem może być umiejętność odpowiedniego szkolenia podwładnych. Kolejnym: umiejętności kształtowania właściwych postaw i budowy relacji z pracownikami. Zakładam, że w każdym magazynie jest spis procedur operacyjnych – przygotowanych indywidualnie lub opartych na ogólnych zasadach bezpieczeństwa, dotyczących zarówno pracowników, jak i składowanych produktów. Wiele magazynów ma ponadto certyfikaty systemów jakości, które w swoich założeniach bezpieczeństwo traktują priorytetowo. Również wiele magazynów wdrożyło w swojej pracy zasadę np. 5S, gdzie jednym z najważniejszych S jest samodyscyplina, co by wskazywało na większy niż przeciętny poziom świadomości pracowników. I co z tego? Wielu z nich zachowuje się podobne jak ci w powyższym przykładzie. Sądzę jednak, że pewne sprawy powinny iść ze sobą w parze. Parą dla zagrożeń powinny być sposoby zapobiegania im, parą dla „słabości charakterów” naszych podwładnych musi być dobrze przygotowane do swojej roli szefostwo. 
Sporą część pracy wypełnia szefom instruowanie podwładnych. Z pozoru jest to prosta sprawa, lecz poległ na niej niejeden mistrz. W czym problem? Otóż, we właściwym przygotowaniu instruktora (szefa lub wyznaczonego przez niego pracownika), jak i samego ucznia. Na te dwa aspekty zasadniczy wpływ ma szef.
Odwołam się do prostej i skutecznej metody prowadzenia instruktażu zwanej TWI (od angielskich słów: Training Within Industry). W dużym uproszczeniu można ją przedstawić w czterech krokach:
przygotowanie ucznia, przeprowadzenie instruktażu,
sprawdzenie, co uczeń zapamiętał i jak to wykonuje, 
przemyślane i zaplanowane nadzorowanie ucznia. 
Narzędziem dla instruktora w tej metodzie jest APP (Arkusz Podziału Pracy). Przed wypełnieniem tego arkusza należy prezentowaną czynność podzielić na główne etapy. Następnie wpisuje się je w pierwszą z trzech kolumn arkusza. Każdej czynności instruktor musi przypisać wskazówki – w drugiej kolumnie. W trzecią wpisywane są przyczyny występowania wskazówek, również w odniesieniu do głównych etapów.
Metoda ta jest na tyle uniwe...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy