Dołącz do czytelników
Brak wyników

Niezmiennie mamy koszulkę lidera

Baza wiedzy | 9 lipca 2021 | NR 5
0 117

O momentach przełomowych, które chwiały rynkiem sprzedaży wózków widłowych, i motorach, które aktualnie go napędzają, technologiach ładowania akumulatorów, które także pozwalają wyczyścić głowę, z Jarosławem Cisakiem, prezesem zarządu Jungheinrich Polska, rozmawia Magdalena Libiszewska.

Pamięta Pan pierwsze numery „Nowoczesnego Magazynu”? Zarządza Pan Jungheinrich Polska od ponad 18 lat, a to dokładnie tyle, ile czasopismo trafia do rąk naszych czytelników.
Pamiętam pierwsze numery czasopisma, bo zbiega się to faktycznie z przejęciem przeze mnie odpowiedzialności za firmę w 1999 r. „Nowoczesny Magazyn” jest mocno umocowany w mojej pamięci jako czasopismo branżowo ważne i interesujące. 


To odkurzmy kilka kart historii…
Z Jungheinrich Polska związałem się w 1996 r. 
jako koordynator serwisu. W 1997 r. zostałem szefem serwisu na Polskę, a był to wówczas największy dział firmy, którego załoga stanowiła ponad 70% zatrudnionych. Dwa lata później zostałem dyrektorem zarządzającym i prezesem zarządu. W firmie było nas wówczas ok. 90 osób – dziś jest nas ponad 500. To oznacza blisko sześciokrotny wzrost zatrudnienia w ciągu tych osiemnastu lat. Na tym nie koniec. Firma rozwija się dynamicznie i równomiernie, więc aktualnie szukamy ponad trzydziestu pracowników na bardzo różne stanowiska.

 

Jarosław Cisak, prezes zarządu Jungheinrich Polska


Kiedy poczuł Pan, że firma nabrała wiatru w żagle, że to przełomowy, dobry moment? 
Tych momentów przełomowych było sporo, zarówno in plus, jak i minus, i co oczywiste, powiązane były one z koniunkturą gospodarczą. Zacznę od tych in minus. Pierwszy z nich to trudny rok 2001, kiedy po ataku na World Trade Center rynki i światowa gospodarka mocno się zredukowały. To była dla nas pierwsza duża próba. Druga – kryzys 2008 r. Rynek sprzedaży wózków widłowych w Polsce spadł o 50%. Z dnia na dzień wielkość i głębokość rynku została zmniejszona o połowę. Chciałbym podkreślić, że redukcja rynku nie przełożyła się na redukcję zatrudnienia w firmie.
Od 2000 r. Jungheinrich jest liderem w sprzedaży wózków widłowych w Polsce. Nasz udział w rynku czasami jest większy bądź mniejszy, konkurenci są za nami bliżej albo dalej, ale niezmiennie mamy koszulkę lidera. Dwa momenty naszego najdynamiczniejszego rozwoju to lata 2004-2007, kiedy i polska, i światowa gospodarka bardzo intensywnie się rozwijały, oraz od 2013 r. praktycznie do dzisiaj. Przez ostatnie trzy lata, by odpowiedzieć na zapotrzebowania klientów, każdego roku zwiększaliśmy zatrudnienie o średnio 70 osób. Jesteśmy jednym z najdynamiczniej rozwijających się przedsiębiorstw w koncernie, stopa wzrostu obrotów i zatrudnienia jest najwyższa, przyrost obrotów w ostatnich kilku latach został przekroczony średnio o 20%.


O co pytali klienci w 1999 r., a jak ich potrzeby dotyczące sprzętu wyglądają dziś?
W 1999 r. większość klientów chciała kupić wózek widłowy, który podnosi określoną masę na określoną wysokość. Dzisiaj klienci szukają rozwiązania, w jaki sposób zarządzać przepływem towaru i magazynem, a my sprzedajemy rozwiązania logistyczne.
Nie ma dla nas segmentu produktów czy usług, który jest dla nas mniej albo bardziej ważny. Proponujemy w zasadzie wszystko, co jest pod dachem magazynu, a nawet na zewnątrz – od prostego wózka paletowego, po kompleksowe rozwiązania systemów automatycznych. I wszystko to, co jest pomiędzy. Kierunek doboru optymalnych rozwiązań wyznacza klient.
W kwestii rozwoju produktów – idziemy bardzo mocno w nowe technologie, wspomaganie informatyczne i automatykę. Mamy w ofercie wózki autonomiczne, pracujące bez operatorów w otoczeniu ludzi i innych urządzeń. Te rozwiązania – w zderzeniu z malejącą dostępnością i rosnącymi kosztami siły roboczej – będą cieszyć się coraz większą popularnością. Bardzo ważnym projektem są dla nas obecnie baterie litowo-jonowe, w których – śmiało mogę to powiedzieć – jesteśmy światowym liderem. To technologia, która zarówno w samochodach, jak i w wózkach widłowych ma ogromne znaczenie i równie wielką przyszłość.


Jaka liczba użytkowników wózków widłowych w Polsce rzeczywiście zainteresowana jest wykorzystaniem sprzętu zasilanego bateriami litowo-jonowymi? 
Znaczącą, choć oczywiście niedominującą część sprzedaży realizujemy bateriami litowo-jonowymi, a sprzedaż rok do roku wzrosła kilkukrotnie. Więcej – będzie bardzo dynamicznie się rozwijać. Technologia litowo-jonowa staje się coraz tańsza, a tym samym coraz dostępniejsza. Za kilka lat to będzie nowy standard. Już teraz w Polsce zdarzają się nam kontrakty na kilkadziesiąt urządzeń z takim zasilaniem dla jednego klienta. Zainteresowane są przede wszystkim zakłady przemysłowe, gdzie wózek pracuje na dwie, trzy zmiany, a doładowany będzie w trakcie przerwy obiadowej.


Według danych udostępnionych na potrzeby ostatniej edycji badania Sztaplar Image Factbook, w 2016 r. Jungheinrich Polska sprzedał 4000 sztuk nowych wózków (w 2015 r. – 3550 sztuk), a w pierwszej połowie bieżącego roku – 2050 sztuk.  Jak Pana zdaniem zamknie się rok 2017?
Sprzedaż nowych wózków w tym roku planujemy zamknąć na poziomie 4500 sztuk. Na wielkość naszej sprzedaży będą wpływały dwa czynniki. Jeden z nich – zupełnie od nas niezależny – to wielkość rynku zależna od rozwoju europejskiej i światowej gospodarki. Wskaźniki makroekonomiczne wyglądają optymistycznie. Od 2012 r. trend jest wzrostowy, a patrząc na krajowe inwestycje – jeszcze przez kilka lat rynek będzie intensywnie się rozwijał. Nasycenie wózkami widłowymi w porównaniu z Europą Zachodnią nie jest jeszcze w Polsce takie duże, więc możemy liczyć na dwucyfrowe wzrosty w sprzedaży. Jedyny wskaźnik, który nam trochę utrudnia pracę, to mała liczba wolnych osób na rynku pracy, ale jest to problem, który chciałbym, by był obecny cały czas. 
Drugi czynnik to sposób naszej organizacji i dotarcia do klienta. W maju br. naszą filię w Rzeszowie przenieśliś...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy